wtorek, stycznia 12, 2016

Noworoczne postanowienia/prawda o 2015

Hejka kochani, co tam u was?
Dawno nie pisałam, chciałam w miarę odpocząć od komputera i szczerze podczas świąt nie spędziłam prawie nic przy komputerze (w same święta w ogóle dałam sobie spokój z internetem).
Mamy 2016 rok, jest to mój pierwszy post w tym roku no i oczywiście tak jak większość ludzi mam kilka postanowień które w tym roku mam nadzieję się spełnią.
  1. Wrócić w lutym na siłownię i schudnąć kolejne 10 kilo w tym roku (póki jest co prawda ciemno ne ma mowy że będę gdzieś sama wychodziła, a treningi grupowe na które zawsze chodzę są po 17 godzinie a to jeszcze jest noc. Od nowego roku było 15 zgłoszeń gwałtów w moim miasteczku tak więc nie dziękuję za wieczorne wypady, tym bardziej że moja okolica bezpieczna nie jest...)
  2. Zmienić coś w sobie, tak właściwie to już to zrobiłam w zeszłą środę, zrobiłam sobie czerwone ombre, a od prawie dwóch lat nic z wyglądem nie kombinowałam. No i tęskniłam za nie naturalnym kolorem włosów xD
  3. Spróbować znaleźć pracę w zabawkowym sklepie chociaż na weekendy latem/jesienią gdy mały będzie starszy.
  4. Zacząć bardziej dbać o siebie a nie wydawać prawie wszystko na kolekcje (uwielbiam moje gadżety disneyowskie, ale prawda jest taka że przydałoby mi się wyskoczyć do kosmetyczki na wyregulowani brwi czy małe spa)
  5. Mniej się stresować/denerwować .
  6. Więcej czasu tez poświęcać na bloga.
  7. Zrobić wreszcie prawo jazdy latem.
  8. Wygospodarować więcej czasu dla mnie i M.  
  9. Zacząć powoli dokańczać Sailor Moon Crystal.
  10. Wpierdzielać mniej słodkiego
Zawsze równie ciekawe jest to ile z tych postanowień się ziści. :P
2015 był mieszanką wspaniałego roku ze względu na narodziny Maxa no i tragicznego ze względu ze zgrzytów pomiędzy mną a M. 
2016 jest jednak już moim rokiem i chcę doprowadzić się do dawnej formy fizycznej i psychicznej.
To będzie pierwszy rok od 2013 kiedy można powiedzieć moje ciało należy do mnie (2013 byłam w ciąży z Niną i po 11 miesiącach zaszłam znowu tak więc kawałeczki 2013,2014 i 2015 spędziłam z brzuchem,jak typowy inkubator,heh...) a nie do dzieci, no i pod koniec tego roku mały powinien już być na tyle samodzielny co Nina a to mi dużo da, bo szczerze mówiąc mam powoli dość niemowlaków i nie mam zamiaru takimi maluchami się zajmować przez najbliższe 20 lub 30 lat gdy nadejdzie już czas na wnuczęta.
No i muszę naprawdę zacząć bardziej zacząć dbać o siebie niż gadżety, jestem co prawda na dobrej drodze  :)
Nic na blogu wcześniej nie pisałam, ale szczerze 2015 był rokiem gdy czułam się jak przeżuta guma do żucia już bez własnego poczucia wartości.
Zaczęłam już mechanicznie zajmować się tylko dzieciakami, obiadami,czasem zaglądając na FB i pisząc coś na blogu i rozpakowując kolejne lalki,pinsy,figurki które pomimo że są piękne to dają krótkotrwałe szczęście, nie to co poczucie własnej wartości. 
Stałam się zwykłą matką polką  (czego bardzo starałam się uniknąć ale się poddałam po urodzeniu małego), chodzącą w jednej bluzce prawie cały tydzień i nie mającą siły nawet na ogolenie nóg po całym dniu spacerków, zabawy lego czy play doh, robieniu obiadków,karmieniu i zmienianiu pieluch....
Niby to takie nic ale najgorzej gdy rodzina mówi ci a po co masz mieć czas dla siebie skoro masz dzieciaki?
Po części stało się tak przez moją mamę według której kobieta z dzieckiem już powinna tylko kwoczyć w domu,ewentualnie chodzić do pracy.
Gdy w grudniu z M. poszliśmy do kina na nowe Star Wars, mama moja miała pretensje że idziemy się zabawić, pomimo że w 2015 mieliśmy 7 takich wyskoków (kina i restauracje) z mężem, a to ogólnie mało z faktem że w Szwecji przynajmniej normalką jest to że młode małżeństwa nie odrzucają wszystkich przyjemności w kąt.
Taki podział że M. tylko siedzi w pracy a ja w domu z dziećmi praktycznie bez czasu dla nas nadszarpał trochę nasz związek, ale pod koniec zeszłego roku zaczęliśmy nad nim pracować i wszystko idzie w dobrym kierunku.
Moja rodzina nadal co prawda wiesza na mnie psy i co raz ciężej będzie i M. i mi mieć czas dla siebie bo na moją matkę liczyć nie mogę.
Oczywiście że to my mamy zajmować się dziećmi, ale raz na 3 lub 4 miesiące chciałby człowiek
wyjść spokojnie do kina i chociaż raz w miesiącu do restauracji bez wysłuchiwania że po co nam to...
Znajomych nie mam,gdyż wszyscy moi znajomi albo zostali w Angelholmie, albo ci starzy  sami się wyprowadzili lub nie mają dzieci i nie chcą utrzymywać kontaktów gdyż znajomi z dziećmi są przecież nudni...
Jedyny kontakt z dorosłymi jaki utrzymuję to mąż, rodzice, sklepikarka w warzywniaku i personel przedszkola.
Tak, problemy pierwszego świata, ale szczerze mało kto dał by radę siedzieć tylko z dzieciakami w domu bez większych kontaktów z innymi dorosłymi, wysłuchując teksty typu 'idziemy tylko do sklepu, po co ci ten makijaż', czy też wzdychanie na myśl że chcemy z mężem spędzić czas bez dzieciaków i że na maks 3 lub 4 godziny (rzadko na tak długo,przeważnie do 2,5h nas nie ma najdłużej) potrzebujemy opieki do dzieciaków.
Wszystko to się w człowieku kumuluje, widzi w sobie cień starej siebie, i tak pewne fundamenty własnej osobowości rozpadają się...

Sami z resztą wyczuliście ostatnio że gadam jak stara baba w poście o moich dawnych rysunkach, i szczerze wasze komentarze pomogły mi przejrzeć na oczy  że nie muszę być tą matką polką i wasze teksty dodały mi dodatkowych sił do walki o mnie samą za co wam dziękuję.
 Bo prawda jest taka że jednak człowiek nie będzie czuł się wartościowo tylko dzięki super gadżetom czy nawet miłości do rodziny jeżeli  czujemy się jak typowy przynieś,podaj,pozamiataj.

Najlepsze jest to że obcy czytający bloga musieli mi to uświadomić a nie własna rodzina. :P
W tym roku chcę  wrócić do kolorowej i radosnej mnie dla siebie samej i dla dzieciaków (bo z dzieciństwa wiem jak zaniedbana mama poświęcająca się tylko dziecku umie się zaniedbać, mówię tu o mojej  mamie która zawsze wszystko dla mnie robiła, lecz sama o sobie nie myślała, co ją teraz doprowadziło do lekkiej nędzy psychicznej) i wszystkie negatywne komentarze od rodziny będę wpuszczała jednym uchem a drugim od razu wypuszczała.
Wylałam z siebie trochę żalów i mi z tym lepiej.

Dziękuję wam kochani że ze mną jesteście :)