czwartek, grudnia 03, 2015

Skrawek przeszłości...

Wczoraj robiłam generalne sprzątanie w mojej szafie.
Szafa jest przepełniona bobkami na choinkę, prezentami, dywanem pod choinkę oraz moimi ciuchami.
Jak łatwo zgadnąć miałam już dość tego że za każdym razem coś z szafy mi wyleci otwierając ją i postanowiłam chociaż ułożyć lepiej te wszystkie graty tak aby nic więcej mi na głowę nie spadło,heh.
Sprzątając natknęłam się na segregator z dokumentami w którym ku mojemu zdziwieniu zachowało się kilka rysunków z czasów gdy miałam czas na to (czyli przed dzieciakami).
Różowo włosą narysowałam w 2010 roku gdy jeszcze u rodziców mieszkałam, niepokolorowany rysunek był moim ostatnim jaki wykonałam w domu przed pierwszą ciążą (Maria Antonina w mojej wersji z anime Róża Wersalu) ,a rysunek egipskiej kociej księżniczki miał trafić na stronę Neopets do ich galerii.

Ciekawa jestem czy gdzieś w domu jeszcze coś się zachowało.
Tak naprawdę to wszystkie rysunki wyrzuciłam będąc w ciąży z Niną, gdyż chciałam zerwać z przeszłością (gdy zaszłam w ciążę chodziłam do szkoły komiksowej po której i tak wiedziałam że nie mam przyszłości, bo po za mastem Malmö nigdzie indziej bym nie dostała pracy jako rysownik książek dziecięcych, co najwyżej jeszcze w Sztokholmie.)

Po znalezieniu tych rysunków zaczęłam żałować że większość wylądowała w śmieciach bo z drugiej strony to fajna pamiątka z młodości.
Póki dzieciaki są małe nie będę miała czasu na rysowanie, i nie sądzę żebym kiedykolwiek jeszcze miała narysować i pokolorować jakąś ilustrację.

Gdy Nina się urodziła myślałam założyć bloga z własnymi komiksami które raz w tygodniu bym publikowała, ale gdy zasiadłam do kartki i ołówka podczas jednej z Niny drzemek  zauważyłam że nie mam weny.
Jakieś natchnienie zawsze mnie nachodziło słuchając muzyki, ale nie mogłam sobie pozwolić na siedzenie w słuchawkach bo co by było gdyby Nina się obudziła a ja bym tego nie słyszała?

Dzieci zabierają dużo energii i indywidualności i czasem tęsknie za czasami gdy rysowałam, grałam w gry, czy też farbowałam się na niebiesko,fioletowo czy różowowo.
Co do farbowania włosów, jasne że mogłabym, ale z drugiej strony nie chciałabym żeby inne matki na mnie krzywo patrzyły, a i tak widać że nie które matki mają mnie za bardzo młodą mamę, co trochę rozumiem bo nie raz mi mówiono że wyglądam na 17,heh.

Nie byłam super artystką, ale szczerze miło będzie te rysunki w przyszłości pokazać dzieciakom, a nie można powiedzieć też że rysowałam same kreskowe ludziki... xD
Rysowanie zaczyna być 'talentem' o którym sama zapominam że po części miałam....

9 komentarzy:

  1. Ogromnie szkoda talentu (i wyrzuconych prac) :( Może, gdy dzieci podrosną, będziesz miała czas, by wrócić do ilustracji/ komiksów...
    Mogę zapytać w jakiej technice została wykonana kocia księżniczka?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jako zawodowa rysowniczka powiem Ci, że szkoda talentu. Cholerna szkoda. A, że jeszcze mieszkasz w kraju, w którym zdolnym znacznie łatwiej (nie trzeba się przegryzać przez ściany, tak jak robię to ja i wielu moich znajomych), tym bardziej mi dziwnie, że tak łatwo rezygnujesz. Macierzyństwo to nie koniec jednostki, choć na początku na pewno jest trudno pogodzić różne rzeczy...
    Co do włosów, to smutno mi się zrobiło, gdy przeczytałam Twoją refleksję. Jestem od Ciebie duuużo starsza, mieszkam na polskiej prowincji, a jak wyglądam to mogą powiedzieć moi blogowi przyjaciele, z którymi się spotykam. Jak ktoś na Ciebie krzywo patrzy, to jego problem. Ja też krzywo patrzę na pospolitość, żal mi takich ludzi, ale przecież każdy ma prawo być sobą....
    Masz dopiero 25 lat, a gadasz, jakbyś miała 50 ;-). Pamiętam, że u mojego ojczyma w Norwegii, to się do 40-tki było młodzieżą ;-). Obudź się teraz, byś za 20 lat mogła powiedzieć: "przeżyłam życie zgodnie z własnymi oczekiwaniami, a nie oczekiwaniami innych".
    Wracaj do rysowania. Tyle czynnych zawodowo artystek ma dzieci ;-) Powodzenia!
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nastoletnie życie przeżyłam zgodnie z oczekiwaniami, ale teraz odkąd są dzieci nie powiem, zdziadziałam :P
      Tutaj naprawdę, jedynymi miastami w jakich można robić karierę rysowniczą to Malmo,Sztokholm i Gavle, na zadupiu zwanym Kalmar nie potrzebują artystów, a i z drugiej strony tutaj jest od zarąbania zdolnych ludzi, dlatego za każdym razem się poddawałam bo byłam tylko małą jedą kropelką w morzu świetnych rysowników :)
      Kiedyś miałam to samo podejście co Ty jeżeli chodzi o wyróżnianie się w tłumie, ale nie wiem, bycie mamą dwójki takich maluchów wyssało ze mnie wszelką osobowość, nie wiem czemu tak. Latem z mężem mieliśmy kryzys w związku i może to sprawiło że zaczęłam więcej widzieć w czarnych barwach.
      Do rysowania co prawda raczej napewno nie wrócę, chyba że coś się zmieni w przyszłości, życie jest pełne niespodzianek przecież,heh :)

      Usuń
    2. Kryzys w związku zawsze osłabia, ale trzeba być samowystarczalnym i tym bardziej mieć na życie "plan B". Nie udowadniaj na siłę, że jesteś "super mamą" (bo pewnie i tak jesteś) i nie rezygnuj z siebie, gdyż za parę lat będziesz mamą/kobieta wypaloną.
      A myślałaś o rzeźbie? Daje fantastyczny relaks. Naprawdę. Spróbuj :-)

      Usuń
    3. Oj miałam rzeźbę w liceum i była to lekcja z której często, yh, wagarowałam xD Nie mam ręki do gliny,heh :)
      Podejrzewam że już jestem trochę wypalona, przy dwóch tak małych dzieciach wszystko się wydaje być cięższe :(
      Dzięki wielkie za słowa otuchy, szczerze to dużo daje bo nie powiem, ostatnie pół roku było dla mnie dość ciężkie :)

      Usuń
  3. Jeju, aż mi się przypomniało, jak niegdyś wrzucałaś swoje prace! :oo Poszperaj w starych postach, jest tam mnóstwo wspomnień!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, kiedyś dużo tego wrzucałam <3

      Usuń
  4. A wiesz że masz rację, zapomniałam że przecież jest archiwum bloga :) Szkoda tylko że nie mam fizycznych rysunków, bloga kiedyś może nie być, ale rysunek na papierze jest bardziej trwały :)

    OdpowiedzUsuń
  5. naprawdę dobre prace, na któe chętnie się patrzy!!!

    może nie rób żadnych planów, bo tylko niepotrzebnie się możesz dołować -
    po prostu raz w tygodniu usiądź na kwadrans, dwa - powiedz sobie, Mężowi,
    Dzieciakom - to mój czas, tylko mój - i rysuj, szkicuj, maluj...

    ani się obejrzysz - a teka pełna fantazji i oby! pozytywnych emocji się w mig
    rozrośnie - może to też taka forma terapii być - przecież tylko od Ciebie zależy,
    co i Kogo narysujesz - wściekasz się na konkretną sytuację, Osobę - pozwól
    sobie na artystyczną wizję jakiejś jednorazowej katastrofy a może jej rozwiązania...
    na drugiej stronie pracy obok daty - nakreśl kilka słów (uczucia, stan, refleksje)

    OdpowiedzUsuń