piątek, listopada 27, 2015

Gdy stare dewoty nie mają co robić....

Okej, a więc nie od dzisiaj młodsze i starsze generacje są jak ogień i woda.
Mieszamy w dzielnicy gdzie mieszka dużo starszych ludzi i młodych rodzin.
Niestety ma na klatce mamy tylko starszych sąsiadów, co od jakiegoś czasu daje nam ostro po pupach.
Mam trzech sąsiadów którzy czepiają się nas o pralnie i o 'dźwięki' które dochodzą z naszego mieszkania (twierdzą że mamy suszarkę w domu i że ja codziennie ją włączam między godziną 14:30 a 16:00).
Na początku chodziło tylko o tą przeklętą suszarkę (której nawet nie mamy). Byliśmy u dziadków porozmawiać na ten temat i wyjaśniliśmy sobie jedno i drugie i człowiek myślał że są na tyle ogarnięci że dotarło do nich no ale nie, po dwóch miesiącach zaczął się ten sam problem, i tym razem udało się staruszków zwabić do naszego mieszkania żeby przejrzeli na własne oczy że u nas nie ma czegoś takiego jak suszarka, i że mamy tylko pralkę która jest cicha i z resztą nie ma żadnych zakazów dotyczących posiadania pralki w mieszkaniu.
 Babcia się dziwiła i mówiła jak to ona nie chce żeby dochodziło do takich kłótni między nami sąsiadami (a w pralni gdzie mąż się zawsze na nich napotyka, babka drze mordę na niego).
Byli, zobaczyli, my jeszcze spotkaliśmy się z gościem który jest od pilnowania porządku na naszym terenie i sam przyznał że nie mamy suszarki, a prać w pralni możemy kiedy tylko chcemy, byle żeby nie był to czas już przez kogoś zajęty.
Niestety po tygodniu cyrk się zaczął na nowo i nadal starsze potwory twierdzą że mamy suszarkę ORAZ nowym problemem stało się to że za dużo mamy prania i po co czemu tak często pierzemy (raz na tydzień).
Powiedzmy sobie wprost. 
Mając dwójkę dzieci poniżej 3 roku życia dużo się brudzi. Max umie się posrać dosłownie bez przesadzania po same plecy i to częściej niż się zdarzało Ninie, Nina z kolei jest takim dzieckiem że często rzyga. 
W pralce domowej pierzemy tylko rzeczy dzieci bo nie chcemy żeby ewentualnie coś złapały z pralek publicznych.
Te dziadki po prostu nie mogą zrozumieć ile to się brudów zbiera przez tydzień przy dzieciach, no i wiadome, człowiek codziennie się myje i zmienia bieliznę, staruszkowie twierdzą że też codziennie zmieniają i się myją, ale jakoś nie wierzę w to żeby mieli wystarczająco skarpet i gaci na zmianę na powiedzmy dwa tygodnie czy też tym bardziej żeby codziennie się myli, higiena to przecież nic w czym dziadki powyżej 80 roku życia są dobre :P

Wczoraj trafiła się jednak akcja z bossem wszystkich natrętnych staruszek, taka babcia alfa.
Ona podobno nakręca tych dziadków z którymi już od sierpnia mamy na pieńku.
Mąż opowiadał że parę razy już miał z nią do czynienia (mąż robi pranie w pralni) ale wczoraj przegięła.
Nawyzywała męża od idiotów,imbecylów itd. za robienia prania. 
Nawet zaczęła grzebać w naszych BRUDNYCH rzeczach aby oszacować ile my pierzemy.
Przecież to jakiś obłęd jest!

Mąż zachowuje zimną krew przy tych starych moherach, ale też się w środku gotuje.
Babcia wychodząc trzasnęła drzwiami, mąż je jeszcze otworzył i tylko powiedział że tak się nie robi, a ona się wróciła i trzasnęła tak że aż okna się zatrzęsły.
To się nazywa cyrk na kółkach moi kochani :))

Poszliśmy wczoraj na spotkanie mieszkańców które było o 18:30 wczoraj.
Było szefostwo i kilka innych mieszkańców.
Dowiedzieliśmy się że inni też mają z nią problem i że babcia czepia się nawet o to jak pranie jest rozwieszone i czy dobrze zostało wyprane.
A, no i dowiedzieliśmy się że mąż gra w hockeya i że pierzemy dla kogoś innego, no proszę ile to się człowiek dowie na swój temat z plotek :))

 Jeden z szefów ma zadzwonić do tej dewoty i po raz setny z nią pogadać, a nam dano radę żeby dzwonić następnym razem na policję jeżeli mąż zostanie zwyzywany lub jeżeli w naszych rzeczach będzie grzebać.

Tym starcom naprawdę powinno się znaleźć jakieś zajęcie bo jak widać emerytura nie działa dobrze na ludzi :P
 Tak się chwilami człowiek zastanawia czy ta nagonka na nas istnieje tylko dlatego bo kilku dziadkom poważnie się nudzi, czy też ma to też jakieś podłoże rasistowskie szczerze mówiąc :P

2 komentarze:

  1. No proszę... A myślałam, że to tylko w Polsce takie problemy mamy :D (czy może aż takie). U nas niestety w komunikacji miejskiej często dochodzi do kłótni, bo pomimo tego, że jest dużo wolnego miejsca, to staruszkowie wykłócają się, że oni nie usiądą bo oni tyłem nie jeżdżą, albo bo dla nich za wysoko, że już nie wspomnę o tym, że torby kładą sobie na siedzenia ;] Raz jedna emerytka mnie zaczęła szarpać na przystanku "od tak", tylko dlatego, że miałam nieodpowiedni szalik :D Do dzisiaj w to nie wierzę, ale tak... poszło o to, że mam szalik "jak bandaż! i potem chorują tacy ludzie! blablabla". Trudno żebym miała wełniany szalik na początku października, poza tym nie jej sprawa, no i nie powinna mnie dotykać ;]
    Starsi ludzie powinni mieć chyba jakiś przydział obowiązków, powinni za karę rozwieszać Waszej rodzinie pranie, czy coś w tym stylu :D Ja co prawda dzieci jeszcze nie mam, ale wiem dobrze ile to trzeba robić prania. Tak sobie przypomniałam, że takie wymyślanie to dość częsta sprawa u emerytów, bo o nas też różne plotki i historie chodziły, np. że ćwiczę grę na pianinie o 23 :D (a 7-letnie dziecko o tej porze przecież zazwyczaj już śpi ;]) Rozwalają mnie ci ludzie... Więc pewnie po prostu im się nudzi, nie mają co robić, a że macie akurat małe dzieci, to sobie Was pani upodobała. Pewnie za jakiś czas zmieni jej się obiekt zainteresowania i zacznie dokuczać komuś innemu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łoch, no co ty Nino, dewot nie brakuje na tym świecie, i zgadzam się z tobą, powinno się ich zachęcać do jakiś zajęć bo siedząc w domu im odbija :P

      Usuń