wtorek, października 14, 2014

Odpowiedzi do chwili na pytania

Ok, kochani, oto i odpowiedzi do CNP. :3
Dość sporo było pytań na tle religijnym czego się nie spodziewałam bo przecież religia jest ostatnim przeze mnie tematem na blogu,no i sam blog nie jest na tyle poważny, zgaduję że dlatego te pytania się pojawiły?

Starałam się odpowiadać w miarę zrozumiale (bo zauważyłam że umiecie mnie źle interpretować), ale podjerzewam że i tak będzie trochę 'wtf' z waszej strony na moje odpowiedzi.
Mogłabym się lepiej określić na temat nie których spraw,ale szczerze i tak dużo pisałam, a zmieniać czy dopisywać nie mam czasu :p

Tak więc przyjmijcie te odpowiedzi jakie są :)


Jak zamierzasz karać swoje dziecko w przypadku gdyby jednak dostało się do lalek kolekcjonerskich i np. uszkodziło bądź zepsuło którąś? (Nie przyjmuję odpowiedzi w stylu, " Na pewno do tego nie dojdzie bo..").
Oh, wiadome że pewności nie mogę mieć że nigdy nie dojdzie do wypadku, ale mam pewność że co najmniej do 3 roku życia Niny się tam nie dostanie ;)
Nie raz wyobrażałam sobie sposoby na jakie mogłaby się dostać do lalek, na przykład biorąc krzesło kuchenne i stawiając je na łóżku. Oczywiście, za to dostałaby niezły opieprz za robienie tak niebezpiecznej rzeczy, jak i nie słuchanie się.
Nie wiem szczerze ile wzrostu ma przeciętny 4 lub 5 latek, ale wydaje mi się że dopiero wtedy będzie mogła je dosięgnąć o własnych siłach, lub przy pomocy pufy czy krzesła, lub używając mopa do strącenia ich.
Kara zależy od wieku w którym by się takie 'nieszczęście wydarzyło'. 
Jeżeli w wieku 3 lat byłaby na tyle chytra żeby strącić je czymś i dopaść się do nich napewno bym skrzyczała ostro, jeżeli byłaby 4 lub 5 letnią dziewczynką oprócz ochrzanu mogłabym się nawet posunąć do lekkiego klapsa w pupę (bądźmy szczerzy, kto z nas nigdy nie dostał klapsa będąc dzieckiem? Ja obrywałam nawet za słabe oceny w wieku 7 lat batem skórzanym i nie wyrosłam na przestępcę, chociaż takich ekstremalnych kar to i ja nie popieram).

Mam jednak nadzieję że będzie umiała zrozumieć że jest pewien podział na rzeczy mamy,taty,jej i brata/siostry. Tym bardziej jako 4latka a te wydają mi się być dość rozumne w tych czasach (nigdy nie miałam styku z małymi dziećmi, tak więc przy Ninie przeżywam wszystko pierwszy raz jak i stsram się zrozumieć tak małego człowieka.

Z resztą, czas pokaże jak to będzie wyglądało i jakim 'toddlerem' będzie Nina i drugie, oraz z tego  punktu będę starała się działać :)

Pisałaś kiedyś o szklanych szafach na lalki, czy uważasz że to bezpieczne przy małych dzieciach? Co by było gdyby taka szafa przewróciła się na dziecko, czy nie boisz się tragedii? 

Przy rocznym dziecku nic nie jest bezpieczne, szklane szafki tym bardziej.
Mała przejawiała zainteresowanie głównie moją szafką z figurkami gdy miała 9 miesięcy i zaczęła raczkować. Wtedy biła rączkami w nią i ją odciągałam.
Teraz jako 14 miesięczne dziecko czasem do niej podejdziee, popatrzy sobie na figurki, oprze się delikatnie rączkami o nią, a jak stwierdzi że do figurek nie da się zbliżyć idzie dalej nękać dom, tak więc na dzień dzisiejszy zainteresowanie szafką zmalało.

Za szafki naszczęście nie ciągnie, bardziej telewizor ją interesuje i łapie za niego, ale wtedy ją odciągam i mówię fe, nie, nie wolno.

Zanim mała się urodziła  zastanawialiśmy się jak to będzie z tymi naszymi szklakami (mąż ma drugą na swoje lego technics i karty graficzne), ale jak dotąd garderoba, stolik oraz szuflady od biurka były o wiele gorszym wrogiem dziecięcym niż szklane szafki, i miejmy nadzieję że i one nie dołączą do tego 'fanklubu'.

Myślę że nie ma co latać po domu jak kurczak z uciętą głową i bać się że dziecko zaraz się zabije.
To co się da trzeba uodpornić, przy innych rzeczach trzeba pilnować, a z faktem że siedzę z Niną w domu jest  moim obowiązkiem pilnowanie jej i upewnienie się że nic jej nie zagraża. Gdyby coś miała stwarzać problem, jasne że się człowiek tego pozbędzie, póki co gdy dany mebel ani jej ani nam nie wadzi może stać. :)
Nie ma co być tak zwaną 'soccer mom' do przesady bo i to nie będzie dobrze działało na dziecko.
Rozsądek i rozwaga przede wszystim.

Jak zareagowałabyś gdyby w wyniku ćwiczeń (o których wspominałaś) w czasie ciąży, dziecko urodziłoby się z np. upośledzeniem bądź wysokim stopniem niepełnosprawności? Czy kochałabyś to dziecko? Czy byłabyś na to gotowa?


Hmm, położna nas nie informowała o skutkach ćwiczeń i powiem szczerze że nic nie wspominała o upośledzeniach związanych z ćwiczeniami, ani w interencie (postanowiłam pogoogle'ować po tym pytaniu) i też nic nie pisało o upośledzeniach. 
Głównym zagrożeniem mogłoby być poronienie lub przedwczesny poród jeżeli nie będę się pilnowała i będę przedobrzała.
Ogólnie ćwiczenia są jak najbardziej wskazane i mitem jest to że jest to złe dla płodu, wręcz przeciwnie gdyż matka jak i płód czerpią korzyści z ćwieczeń (przy mojej wadze nawet jest wskanzane ruszanie tyłka i gdybym przytyła za dużo, co bez ćiwczeń i bez diety odpowiedniej na pewno by się stało sama położna zapisałaby mnie na jakieś ćwiczenia, gdyż przy wyższym BMI opieka nad matką w ciąży tutaj sama wysyła na ćwiczenia, a mnie dzieli tylko jeden stopień od tego wyższego BMI ,tak więc nie ruszanie się jest o wiele gorsze od lekkiego wysiłku)
Na siłowni trenerzy wybrali dla mnie odpowiednie ćwiczenia przy maszynach przy których chcę ćwiczyć, stosując się do tych zaleceń nie powinno dojść do jakiejś tragedii.
Szwecja jest krajem w którym dbanie o ciało jest wielkim fenomenem, nie ma znaczenia czy jesteś nastolatką,staruszką,kobietą młodą czy w średnim wieku, a nawet ciężarną, ćwiczyć każdy może i brak ruchu jest tutaj postrzegany jako coś złego.
Już w pierwszej ciąży położna  była niezadowolona z moich małych spacerków i zalecała ćwiczenia.
Gdybym jej wtedy posłuchała nie miałabym ciężkiego porodu (moje mięśnie były za słabe żeby wypchnąć dziecko i nie miałam dobrej kontroli nad nimi), oraz nie ważyłabym może 80 kilo pod koniec ciąży...

Ale, powiedzmy że ćwiczenia mogłyby spowodować upośledzeine u dziecka, i młode urodziłoby się nie będąc okazem zdrowia, oczywiście że bym je dalej kochała?
Jasne że wolałabym zdrowe dziecko ze względu na jego przyszłość i możliwości w życiu, no ale jeżeli los dałby nam dziecko z pewnym uszkodzeniem umysłowym czy fizycznym to podjelibysmy się opieki nad tym  dzieckiem bo przecież też byłoby warte godnego życia z kochającymi rodzicami.
Opieka nad takimi ludźmi jest z resztą w Szwecji na wysokim poziomie.
Tutaj takie dziecko nie byłoby męczone w szkole tak jak w Polsce (każde liceum,podstawówka ma klasę dla dzieciaków/ młodzieży niepełnosprawnej, i żyją pomiędzy uczniami, jedzą z nimi na tej samej stołówce oraz nigdy  nikogo nin nie skłaniało żeby zacząć nabijać się z takiego dziecka).
Czy byłabym gotowa? Zapewne nie, ale to wtedy trzeba zacisnąć zęby i przyjąć do wiadomości brutalną prawdę i starać się żyć dla dziecka i z dzieckiem tak jakby nie miało to żadnego znaczenia (mimo że wszyscy dobrze wiemy że ludzie przeważnie traktują ludzi niepełnosprawnych, w szczególności tych umysłowo, trochę inaczej)..

Jak jest twój stosunek do wiary, jak do tego podchodzisz? Wierzysz w coś lub wyznajesz? Czy utożsamiasz się z jakimś wyznaniem, religią, sektą, itd. ?

To mogą być dość mocne słowa, i w zależności od waszej wiary nie obrażajcie się, bo pamiętajmy że to po prostu moje zdanie, a każdy ma swoje, ale z faktem że takie pytanie jakim jest wiara padło, to równie dobrze mogę dać szczerą odpowiedź jak ja czuję na ten temat. Tak więc kochani, bez większej urazy ;)


Szczerze to nie jestem wierząca, nie mam nic do ludzi religijnych (no może do tych maniakalnie wierzących którzy przekraczają wszelkie granice), ale ja pochodząc z rodziny lekarskiej (ojciec pulmonolog, matka pięlegniarka) przez całe życie wychowywałam się na przekonaniach bardziej opartych na biologii i nauce niż na opowieściach biblijnych czy tym co ksiądz w kościele prawi.


Dla mnie kościół jest zakłamaną instytucją, w szczególności ten katolcki. Te ciągłe brudy, w szczególności pedofilia, oraz sposób wydawania pieniędzy danych przez wiernych na potrzeby prywatne księży są przerażające.
Religia niestety przebudza też w ludziach rasizm, wrogość do tego co jest nieznane i nie wspierane przez daną wiarę, no i wojny na tle religijnym.
W moich oczach religia wnosi do ludzkości więcej zła niż powinna i tak niestety jest od samych jej początków.
Biblia ma pełno pięknych opowieści, nie powiem że nie, ale te opowieści chętniej bym widziała jako ekranizacje w filmach fabularnych i animowanych niż widzieć jak ludzie biorą na poważnie wszystko co w niej jest zawarte.
Bo dla mnie Biblia jest tym samym co zbiory bajek Braci Grimm, czy innych pisarzy, są to po prostu baśnie i bajki, ale nic co absolutnie powinno być brane na poważnie.

Ja w nic nie wierzę, ewentualnie w to że każdy z nas kiedyś umrze i rozłoży się na czynniki pierwsze dając pożywienie zwierzętom lub glebie.
 Moja dusza nie pójdzie do nieba lub piekła czy do czyśćca bo jej nie ma.
Gdy umrę nie będę wiedziała że umarłam, nic już nie będę czuła, tak jak w pewnym stadium snu że po prostu ani się nie śni, nie ma się świadomości tego co się wokół nas dzieje (nie pamiętam jak ten stan się nazywa,heh).

Nie utożsamiam się z jakąkolwiek wiarą bo ciężko jest mnie gdzieś ulokować. Można by powiedzieć że jestem ateistką bo nie jestem wierząca, ale niestety przez przykry przymus ze strony rodziny i społeczeństwa Polskiego jestem katoliczką bo jestem ochrzczona i przyjęłam pierwszą komunię świętą.

Poznałam ludzi wyznania muzułmańskiego, buddyjskiego i hinduskiego,protestanckiego wszyscy byli wspaniałymi ludźmi i żeby nie było że jadę tylko po naszym narodowym katolicyźmie, dla mnie te religię też są bajkami, wiarami stworzonymi po to żeby człowiek miał nadzieję że jego los nie kończy się na śmierci.
Pierwsze obrządki pochówków i wiary w wyższą siłę były przez ludzi objawiane już za czasów kamienia łupanego, bądźmy szczerzy, gdyby człowiek nie znał pojęcia śmierci tak jak zwierzęta nie znają, to też żylibyśmy chwilą, bez bóstw (a te się już przez te wszystkie lata zmieniały jak moda).

Prosto napisane bo do profesora z uczelni Uniwersytetu Jagielońskiego bardzo daleko mi, ale przynajnniej szczerze.

Powiem jednak, że pomimo do mojego dość krytycznego podejścia do religii nie sapię do wierzących nienawiścią tak jak często inni nie wierzący lub nawet wierzący do innych religii lub ateistów.
Tak jak mówię, miałam znajomych wielu wyznań i szanuję ludzi wierzących, nawet tych wyznających latającego potwora spaghetti.
Jasne, jeżeli ktoś by wymuszał na mnie swoją wiarę to był by pewien problem bo sama nigdy nie mówiłam moim znajomym że nie ma ich boga.

Jaki jest twój stosunek do Eutanazji, Aborcji, kontrowersyjnych środowisk? Czy utożsamiasz się z którymś z nich?

Hmm, szczerze to na temat eutanazji mam podzieloną opinię która może zaprzeczać samej sobie. 
W pewnych przypadkach myślę że mogłaby być dopuszczalna. 
Jeżeli dana osoba jest śmiertelnie chora i na tę chorobę nie ma lekarstwa, taka osoba powinna mieć prawo do śmierci na własnych warunkach, tak aby nie czuła się być pokonana przez chorobę oraz żeby miała kontrolę nad własnym losem, mimo że ten jest nieunikniony.

Ale, jeżeli na przykład taka zdemenciała babcia w domu starców narzeka cały czas na swoją marną dolę, mówi co dzień że nie chce już żyć, to eutanazja nie jest tu potrzebna, tylko babci trzeba podnieść standard życia żeby nie czuła się na dnie.
W 2011 sama pracowałam w domu starców jako podpielęgniarka i często tym staruszkom nie jest potrzebna eutanazja do szczęścia, lecz kontakt z innymi, zainteresowania i często zmiana leków.
Jeżeli samobójca mówi że  chce się zabić to też wydaje mi się że nie jest to przypadek na eutanazję, gdyż często ci ludzie zmieniają potem zdanie i znajdują sens w życiu, lub wystarczy im pomoc psychoterapeuty lub psychologa.

Co do aborcji to uważam że nie powinna być zabroniona, kobieta powinna mieć kontrolę nad swoim ciałem, i raczej lepiej jest żeby kobieta pozbyła się niechcianego dziecka w okresie płodowym do 18 lub 19 tygodnia ciąży póki to jeszcze nie czuje bólu.
Nie jestem za usuwaniem 7 miesięcznych płodów co prawda, tak jak piszę wyżej, tylko we wczesnej fazie ciąży jest to ok według mnie.
Sama co prawda raczej nie miałabym 'jaj' zrobić aborcji, ale jeżeli  byłabym ofiarą gwałtu, lub ciąża zagrażałaby mojemu życiu to już jest inna bajka.

Jaki styl wychowania preferujesz? Czy to prawda że dzieci powielają błędy rodziców w stosunku do własnych dzieci?
Szczerze to się nie zastanawiałam nad stylami wychowania bo jak raz usiadłam będąc w pierwsze ciąży, i próbowałam zgłębić się w ten temat było ich za dużo. 

Nie jestem za wychowywaniem całkowicie bezstresowym i 'kolegowaniu' się z dzieckiem bo taki dzieci wyrastają często na bardzo rozkapryszone.
Nie popieram także wychowania dziecka po przez ulicę.
Rodzic powinien być rodzicem, nie kolegą.
Sama szkoła lub koledzy na podwórku dziecka wychowywać nie powinny.
Uważam że dobry kontakt z dzieckiem jest kluczem do dobrego wychowania.
Jeżeli dziecko widzi cię jako przykład do naśladowania to będzie się rodzica słuchać.
Z resztą czas pokaże i metody będę dostosowywała do charakteru Niny i drugiego dziecka.
Nie będę malowała idealnego szablonu wychowania, bo prawda jest taka że dzieciaki nawet wychowywane w stylu montessori (a to nie jest nowiutki trend) umieją wyrosnąć na ćpunów i  alkoholików na socjalu, to zostawię mamusiom prowadzącym blogi parentingowe :p
Czy dzieci powielają błędy rodziców jeżeli chodzi o wychowanie własnych potomków?
Napewno nieświadomie czasem tak bywa.
Nie wiem jak to będzi w moim przypadku, bo jeszcze ciężko jest tu powiedzieć cokolwiek o efektach wychowywania roczniaka jak dla mnie.
Napewno nie będę chciała popełniać błędów rodziców typu używania pasów,batów do dyscypliny, bo to mnie tylko strachem napełniało za lat dziecięcych.
Okazyjny klaps większej szkody psychicznej nie zrobi za złe zachowanie,ale używanie 'cięższej' artylerii nie jest dobrym sposobem. 
Mama tak bardzo skupiała się na moich efektach w szkole że nawet nie pozwalała mi pomagać w domu. Czynności typu mycie naczyń, gotowanie, sprzątanie nauczyłam się dopiero po wyprowadzce z domu.
Czy mama robiła dobrze? Nie, ja tak przynsjmniej nie uważam.
Chviała dobrze,ale niestety zrobiła ze mnie kalekę która nic przy sobie nie umiała zrobić.
Dziecko powinno trochę w doomu pomagać żeby nauczyć się dbać o siebie.
Mama robiła błędy mimo że ogólnie była świetną mamą.
Była nadopiekuńcza co nie było dobre, jakie ja błędy będę robiła jeszcze nie wiem, czas pokaże...

Za który gadżet zapłaciłaś najwięcej?
Porcelanowa figurka dorosłego Bambiego z serii WDCC. Dałam za niego deczko powyżej  1500zł jeżeli dobrze pamiętam.
Za moje lalki limitowanej edycji od Disney Store nie musiałam płacić więcej niż 600zł. Ich wartość wzrastała dopiero po zakupie, tak więc nigdy nie zapłaciłam za lalkę 3000 lub więcej zł, wtedy nawet nie miała bym funduszy na to hobby :p

A który jest dla Ciebie najcenniejszy?
Moje lalki gdyż są piękną ozdobą, z kolei figurki chwalę za ich artystyczność. Cenowo w tej chwili raczej lalki Anna i Elsa z zeszłego roku z Listopada są najcenniejsze.  6000zł jza jedną z tych dwóch lalek teraz stoi? Szczerze to nie pamiętam :)

Od kiedy mieszkasz w Szwecji i czy przyjeżdżasz czasem do Polski?
W Szwecji mieszkam od 10 lat. W 2004 roku w lipcu przyjechałam tu z rodzicami, gdyż szwedzki na gwałt potrzebowali lekarzy a oddział ojca w Kartuzach powoli miał zostać zamknięty.
Od tamtej pory byłam 4 razy w Polsce. 
Raz z rodzicami u dziadków, raz sama do nich poleciałam, oraz dwa razy z mężem u jego rodziny.
Teraz dopiero planujemy pojechać dopiero gdy dzieciaki podrosną, czyli drugie będzie musiało mieć co najmniej 3 lub 4 lata. trochę to czyli potrwa.

Jakie było pierwsze słowo Niny?
Mama które dość rzadko nadal używa. Ostatnio powiedziała 'mama, papa' przy objedzie, ale nie jestem pewna czy to było 'zamierzane'. 
Ogólnie czekam jak na klęczkach żeby zaczęła szprechać, chodzić się nauczyła, powoli nawet próbuje skakać, ale gadanie coś jej jeszcze aż tak nie interesuje.
Z wieloma rzeczami dłużej od innych dzieci się rozwijała (zwłaszcza siedzenie i przekręcanie się), tak więc zgaduję że pomimo że przy chodzeniu taki perszing z niej był, to mówić zacznie koło 18 miesiąca :(

Jak dasz na imię drugiemu dziecku?
Jeżeli będzie chłopiec to napewno Maksymilian, w skrócie Maks :) To imię mieliśmy już wybrane dla chłopca przy Ninie w razie gdyby okazała się być chłopcem.
Jeżeli będzie dziewczynka to na razie jeszcze nie wiem. Żartowałam wcześniej że Tina lub Ina by się z Niną rymowało, ale to był tylko żart, mąż nawet nie lubi za bardzo Tiny a ja z kolei Iny ;)
Aurora mi się podoba lub Laura, zobaczymy. 
Nina na przykład nie było przeze mnie planowanym imieniem, jakoś tak wyszło po narodzinach małej, teraz też pewnie odczekam i po prostu po pierwszym spojrzeniu na dziecku stwierdzę na kogo pasuje ;)

Jak na twoje zakupy wpływa sytuacja na świecie czyli wpływ gospodarki i ekonomi na ilość towarów jakie kupujesz do swoich kolekcji

Szczerze to tak dużo rzeczy nie kupuję. Jasne, mam macierzyński który dostaję co miesiąc (1500zł około wychodzi), i to musi mi starczyć na moje zachcianki jak i na małą, tak więc całego nie prztrwaniam na siebie. W tym miesiącu kupiłam dla siebie tylko lalkę Aurorę LE za 600zł około, a tak to pieniądze poszły na nową zabawkę dla Niny, pierwszy konplecik ciuszków dla drugiego, oraz zaczęłam kupować ozdóbki świąteczne, gdyż co roku staram się po trochu kupować coś na boże narodzenie (uwielbiam te wszystkie pierdółki które w tym okresie wychodzą do domu,heh).
Na początku gdy Nina się urodziła dużo wydawałam na swoje kolekcje, bo i wyższy macierzyński był no i na mój ciężki okres poporodowy potrzebowałam się jakoś pocieszyć. 

Prawda jest taka że nie długo macierzyński się kończy (za dwa miesiące), i jak mąż mi czasem coś fundnie to będzie dobrze i będą to głównie lalki LE bo i mu się one podobają.
Można powiedzieć że ekonomia męża i moja jest oddzielna. 
Gdy ja przeznaczam te pieniądze na mnie i na Ninę, on przeznacza swoje na jedzenie dla nas i środki do życia oraz na jego komputer ( a mąż jest wielkim miłośnikiem komputerów tak więc on wydaje o wiele więcej ode mnie przy pensji człowieka pracującego ;))

Jak wygląda kwestia finansowania twoich zakupów? Zarabiasz czy może mąż daje tobie na zakupy?
Macierzyński, czasem mąż mi sypnie na coś, ale nie są to takie kwoty jakie ja na siebie wydaję, ani nie dostaję od niego co miesiąc. Kiedy on ma na to ochotę i czuje siębyć chojny można powiedzieć. :)
Z chęcią bym zaczęła pracować, wiadome, chciałabym móc więcej kupować dzieciom, więcej wydawać na swoje kolekcje (mam upatrzone rzeczy które bym chciała kupić gdy zacznę pracę) , oraz odciągnąć męża finanosowo i zacząć zbierać na wycieczki zagraniczne, ale teraz skoro drugie dziecko jest w drodze muszę dłużej posiedzieć w domu.
Ile? Nie mam pojęcia. Chciałabym je posłać do przedszkola w wielku 2 lub 3 lat, tak samo jak Ninę poślemy jako trzylatkę. 
Nina na razie jeszcze pije moje mleko i nie jest gotowa na odstawkę, a ja nie chcę jej popędzać.
Kiedy ona będzie na to gotowa to i ja będę.
Mam co prawda nadzieję że drugie dziecko szybciej daruje sobie moje mleko, bo najchętniej bym je dała do przedszkola już jako 2 latka. 
Wtedy chciałbym żeby umiało obyć się bez 'cycka', jak i mogło już załatwiać się do nocnika/toalety.
Do tego czasu muszę być niestety 'utrzymanką' co jest dość haniebne, ale też chcę się trochę poświęcić dzieciom, przecież wiecznie takimi maluchami nie będą...

Czemu opierasz się ochrzczeniu dziecka, czy oby na pewno jest to kwestia "dania wyboru" dziecku, czy może kryje się za tym coś innego?

Czemu się opieram? Bo nie widzę po prostu sensu w chrzczeniu dziecka, przecież bez chrztu nie umrze.
Danie dziecku wyboru wiary jest jednynym powodem. 
Szwecja nie jest krajem takim jak Polska że chrześcijaństwo jest prawie jedynym wyborem.
Tutaj dzieci nie uczą się od małego religii tak jak w Polsce.
Religię tu miałam dopiero w drugiej klasie liceum i nie był to sam katolicyzm tak jak w Polsce tylko nauka o różnych wiarach, i to tylko najważniejsze fakty.
Po co mam zmuszać dziecko do wiary która je nawet może nie interesować i prawie nic nie będzie o niej wiedziało?
Szwecja jest jak Ameryka pod względu wymieszania narodowości. 
Dziecko przez swoje życie pozna wiele różnych wiar po przez swoich znajomych.
Mam znajomą która nie wierzyła w nic aż tu wkońcu w wieku 34 lat zdecydowała się na buddyzm bo stwierdziła że reinkarnacja ma sens i chce żeby ta wiara prowadziła ją przez życie.

Naprawdę, narzucanie drugiej osobie od samego narodzenia wiary to nie mój 'cup of tea'.
Chcę żeby mogło ono dokonywać też własne wybory dotyczące tak istotnych tematów jak wiara,gdyż poglądy religijne (lub ich brak) są ważne w życiu każdego człowieka.
Ja osobiście nie cieszę się że mi rodzina od małego narzuciła wiarę. Rodzice nie chcieli mnie ochrzić z tych samych powodów co ja nie chcę naszych dzieci, ale wpływ Polskiego religijnego  społeczeństwa i rodziny były silniejsze.
Tutaj rodzice mnie wspierają, i nawet moi dziadkowie są w stanie zrozumieć że w tej 'dziwnej' Szwecji to normalka.
Rodzina męża tam trochę sapała i jego mama planowała nawet chrzest na siłę, ale z faktem że mąż ma te same poglądy na wciskanie religii innym powiedział co chciał i temat zamknięto ;)

Czy mówi coś tobie pojęcie Limbus, czy nie boisz się tego co mogłoby się stać z duszą twojego dziecka gdyby zmarło bez chrztu?
Oho, znowu religijne pytanie? Szczerze to się ich aż tylu nie spodziewałam, ale niech wam będzie ;)
Szczerze to nie wiem co to limbus, ale z faktem że jest podobne do angielskiego słowa limbo, oznacza to że dusza miałaby zostać w jakiejś otchłani pomiędzy niebem a piekłem, tak?
Nie nie boję się,bo tak jak mówiłam nie wierzę w takie rzeczy.
Każdy z nas umiera tak samo, i zwierzęta (które niby duszy nie mają) i ludzie. Rozkład ciała wygląda tak samo, wszyscy odczuwamy ból podobnie i zwierzęta tak samo jak ludzie mają uczucia. 
Ani ludzie, ani zwierzęta,ani przedmioty nie mają duszy według mnie, tak więc nie obawiam się że Nina lub drugie dziecko miało problemy po śmierci z tym potężnym z góry (piszę tak bo bogów jest przecież wielu, Allah, Vishnu, bóg katolicki, i  wielu innych,ale nie jestem tak na bieżąco z resztą ferajny)

Czy uważasz że "danie wyboru" dziecku pozytywnie wpłynie na rozwój mentalny i duchowy?
Danie wyboru, rozumiem że chodzi nadal o ten chrzest? 
Dlaczego miałabym się o to martwić teraz?
Nawet jeżeli narzuciłabym dziecku bycie katolikiem mogłoby być złym człowiekiem duchowo i mentalnie, przecież ile ludzi w Polsce jest wierzącymi a nie których powinno się prosto do pierdla wsadzić lub przynajmniej przetrzepać zad za gwłaty, znęcanie się nad dziećmi zwierzętami,pedofilię, jazdę po pijaku itd. 
Moje dziecko mogłoby być złym człowiekiem nawet jeżeli by zdecydowało na hinduizm czy co innego.
Ludzie każdej wiary mogą być źli, ci fanatycznie wierzący nawet jeszcze gorsi.
Sam chrzest nie ma nic do rzeczy.
To co gra rolę w uformowaniu człowieka to wychowanie, szkoła lub nawet praca.
Jasne, religia też ma znaczenie. 
Kiedyś w Polsce gdy byłam mała  musiałam uratować kota od kolegi który miał wierzących rodziców z wykształceniem lekarskim (oboje), a on sam chodził do szkoły katolickiej.
Dzieciak o mało co kota nie udusił.
Rozumiem że chłopiec był dzieckiem dobrym ponieważ miał narzuconą mu przez rodzinę wiarę (w dodatku katolik), mimo że dopiero co nie zabiłby bezbronnego małego kota?

Bullshit. 

Danie wyboru może wpłynąć negatywnie, a może i pozytywnie na dziecko. 
Tak samo jak dziecko z narzuconą religią  może być dobrym lub złym człowiekiem.
Podejrzewam że przez pierwszych kilka lat moje dzieciaki będą miały szeroko w pupach czy są małymi 'poganami' lub też nie. 
Dopiero gdy będą nastolatkami będą szukały swojej tożsamości i będą starały się utożsamiać.
A jak wpłynie na nie nasze wychowanie i wybory jakie teraz dokonujemy za nie zobaczymy w przyszłości.

 Nie obawiasz się że, bajki Disneya i dyscyplina to za mało by wykształcić w człowieku kręgosłup moralny zdolny utrzymać go wciąż zmieniającym i globalizującym się społeczeństwie?
Hmm, ja nigdy nie pisałam że bajki Disney'a będą moją pomocą przy wychowywaniu dzieci? o.0
Disney, komputery fantasy to po prostu zainteresowania które przekładają się na mój i męża styl życia.
Dzieci może podłapią je jako zainteresowania po nas a może i nie, ale nigdy nie mówiłam że będę je wychowywała 'bajkami' czy też mąż komputerami?
To tak samo jakby się powiedziało że zainteresowanie matki modą lub wyposażeniem wnętrz, czyli tym czym kobiety często się interesują, używają do wykształcenia w dzieciach kręgosłupa moralnego jak to ująłeś/ujęłaś.

Wiadome że dyscyplina i miłość to nie jedyne rzeczy które sprawiają że dzieciaki wyrastają na porządnych ludzi.
Prawda jest taka że nawet te dwie rzeczy nie dają gwarancji że dziecko w wieku dorosłym czy nastoletnim się niestoczy moralnie.
Nie ma złotego środku na wychowanie dzieci, bo nie raz się słyszało o dzieciach z dobrych bogatych i wykształconych rodzin wymordowały całą rodzinę kolegi lub koleżanki tuteż coś ukradły lub wpadły w groźne nałogi.
Nie rozumiem czemu matki myślą że trzymanie się jednego szablonu wychowawczego sprawi że ich dzieciaczki na 100 procent będą przykładnymi obywatelami...

Nie tylko rodzic wychowuje dziecko. Szkoła, i niestety czy tego chcemy czy nie media też mają wpływ na nasze dzieci (przy tym ostatnim co prawda rodzic może ingerować jak bardzo media mogą wpłynąć na jego pociechę).

Tak jak piszesz, społeczeństwo się zmienia, i dzieci w tych czasach są inne.
Wiele mam jest bardziej materialna więc i ich dzieci wyrosną na materialistów.
Nie raz widzę na bloga parentingowych i tych polskich czy szwedzkich dzieci ubrane jak z wybiegu, dorośle a nie dziecięco bo mama lubi Zarę lub te bogatsze, Ralpha Laurena czy Burberry.
Ja przyznaję, też jestem materialistką, moja matka jest materialistką, w Szwecji jest straszny szał na luksus, i same ludzie jarają się nawet droższymi świeczkami zapachowymi i nazywają 'lyxem' gdy sobie taką w domu zapalą.

Zapewne i moje dzieciaki będą tak fiołować ale tak wygląda tu społeczeństwo.
Chciałabym jedank wytworzyć w nich pewne wartości.
Tak jak co druga dziewczynka teraz chce być wielką gwiazdą jak Hannah Montana czy Violetta, ja będę chciała odciągnąć moje dzieci od myślenia o karierze gwiazdy pop czy reality show i skupić się na prządnej pracy.
Nauka i wykształcenie będą dla mnie bardzo ważne.
Ja sama nie mam szans na studia bo przez moją dyskalkuję wszelkie wrota do pracy tutaj są przede mną zamknięte, i o tym nawet moi rodzice wiedzieli że nie będę orłem ze względu na moje problemy.

Nina jednak (no i mam nadzieję że i drugie), nie powinny mieć tego typu problemów, i nie będę życzyła sobie lenistwa i przetłamszenia szansy na godny zawód.
Boli mnie to gdy widzę że gdy ludziom dobrze w szkole idą ścicłe przedmioty nie idą na studia lub biorą jakieś szybkie, tak byle były.

Będę chciała żeby także szanowały czas. Będą w domu pewne reguły jeżeli chodzi o wypady do koleżanek, na imprezy gdy będą starsze...

Tak to co do wychowywania zobaczymy jak będzie.
Nie chcę isć według trendów, wychowywanie będę chciała dostosować do dzieci indywidualnie tak jak to moi rodzice robili.

Jak do kwestii liberalności w wierze podchodzi np. twoja rodzina i najbliżsi?

Szczerze to z mężem nie rozmawiamy tak często na temat wiary i tym bardziej liberalności w niej.
Oboje jesteśmy dość prostymi ludźmi i takich tematów niedrążymy. ;)
Co do najbliższych to ciężko mi powiedzieć jak moi rodzice mogą do tego podchodzić.
Tak jak ja nie są osobami wierzącymi, ale jestem pewna że mogliby dać dość ciekawy pogląd na tę sprawę :)

 W jakie życie pozagrobowe wierzysz?
W  żadno. Człowiek idzie to piachu pozostawiając bo sobie szczątki które są pokarmem dla innych stworzonek i natury w mojej książce.

Wierzysz w duchy albo w UFO?
Nie wierzę w duchy,ale moja fantazja lubi płatać mi psikusy jak małemu dziecku.
Niby nie wierzę, ale jak widzę czasem dziwny cień w nocy lub hałas umiem leżeć w łóżku jak sztywna i wyobrażać sobie bóg wie co :p
Gdy byłam nastolatką uwiebiałam przeglądać różne strony i wikipedię w poszukiwaniu informacji o duchach,potworach i mitach, to były czasy,heh :)
Co do ufo, to wierzę że istnieją kosmici, ale może nie koniecznie zielone inteligente ludziki, tylko bakterie wirusy oraz ewentulanie stworzenia na etapie psów, kotów czy innych zwierzaków gdzieś w odległej galaktyce.
Tylko niech nie którzy z was  nie mówią że jestem scjentolożką bo to zupełnie co innego xP

Ulubiony zespół/piosenkarz?
Słucham wszystkiego co mi wpadnie w ucho. Może to być ścieżka dźwiękowa z filmu, muzyka klasyczna,pop, electroswing itd, ale nie mam ulubionego piosenkarza czy piosenkarki.
Moimi ulubionymi zespołami mogę co prawda nazwać chyba Caravan Palace i Godzillaz bo dość dużo ich słucham :)


Następną 'CNP' mam zamiar użądzić przed świętami bo do tej pory może będziecie mieli więcej pytań dotyczących mnie/małej/ciąży/czy moich zainteresowań, zapewne nawiązujące do tych odpowiedzi lub zaskoczycie mnie całkowicie nowymi ;)
Dziękuję wam w każdym bądź razie za ciekawe pytania i szczerze? Mam nadzieję że będzie takich więcej! ;D


4 komentarze:

  1. WOW! Myślałam, że będziesz na raty odpowiadać a tu wszystko na raz. Szacun! Pozdrawiamy !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, mam nadzieję że odpowiedzi były wystarczające :)

      Usuń
  2. Super, bardzo miło, że odpowiedziałaś już na wszystko :D.
    A we mnie jedna Twoja odpowiedź wzbudziła refleksję... Bo skoro nie jesteś osobą wierzącą, to jak chciałabyś być pochowana ? I w ogóle gdzie ? W Szwecji ? Nie wiem, jakie tam mają zasady, co do pochówku, ale np. jeśli są tam cmentarze, to dziwnym byłoby, gdybyś chciała na takim być pochowaną, gdyż przecież to jest zarezerwowane raczej dla ludzi wierzących ( no dobra, ochrzczonych, ale jednak cmentarz to miejsce religijne... ) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym chciała być najchętniej skremowana, i tak problem jest ze znalezieniem miejsca na wszystkie trupy (ostatnio nawet w tv tu o tym mówili) Tego jużnie dodawalam i chyba jedna moja wypkwiedź wyszła na to że chcę być pochowana ale tak nie jest :P Nie chciało mi się dalej rozpisywać czy dodawać wiecej szczegółów, bo i tak ten post jest strasznie długi :) W pewnym sensie jednak, nawet gdybym chciała zostać pochowana to chyba mogłabym bo wciąż jestem katoliczką (chrzest, Komunia święta) czy tego chcę czy też nie, jestem po prostu nie praktykująca ;) Miżna powiedzieć że ja, mąż i moi rodzice jesteśmy przykładem tego że narzucenie religii na dziecko od małego jest dość bezsensowne, bo człowiek gdy dorośnie może obrać inną drogę 'wiary' :p

      Usuń