piątek, września 09, 2016

Hej kochani :)

Trzeci tydzień przedszkola mamy już odfajczony a za razem i kolejny tydzień mija :)
Pogoda się robi co namniej dziwna.
Gdy zaprowadzam Ninę do przedszkola przed dziewiątą jest chłodno i człowiek zaczyna chodzić w jeansach i polarze, a gdy po nią przychodzę o czternastej śmiało można włożyć na pupę shorty i krótki rękawek, mogę powiedzieć tylko wtf??
Uff, tak chciałabym już jesień x3
Nie mogę doczekać się pięknych pomarańczowo żółtych liści i mody jesiennej. :)

Myślę wrzucić się w wir czytania w wolnych chwilach tej jesieni. 
Zaczynam od mangi 'RóżaWersalu', kiedyś opowiadałam wam o anime które oglądałam na podstawie tej mangi.
Przyszła we wtorek i jak dotąd przeczytane mam 73 stron z 600 tak więc mam czytania na kilka dni,heh :D 
Podoba mi się to że manga koncentruje się głównie na samej Marii Antoninie, a nie na Oscar.
Mam dużą nadzieję że się to tylko nie zmieni,hmy.

Jest to pierwszy tom z trzech

Ostatnio na zakupach kupiliśmy dla Niny nowe płatki śniadaniowe z Gdzie Jest Dory :)
Jak dotąd Kelloggs wydał tutaj płatki o tematyce Krainy Lodu (Nina już je próbowała i uważa że są całkiem spoko) oraz SW: Przebudzenie Mocy.
Nie spodziewałam się płatków z Dory gdyż  film nie jest takim mega hitem jak KL czy SW :P 
Jeszcze nie próbowałyśmy smaku (Nina je i tak głównie je, smak płatków już mi tak nie podchodzi jak za czasów dziecięcych czy nastoletnich) ale jak dla mnie nie wyglądają super smacznie :p
Tak w ogóle, jeszcze nawet nie widziałam tego filmu, czekam aż wyjdzie na blu rayu bo szczerze mówiąc nawet GJN mi tak nie podchodziło.
Szkoda mi kasy na bilet na ten film po prostu xD

W tym miesiącu kupiliśmy już ozdoby na Halloween które myślę wystawić 16 października :)
W prawdzie w PL nigdy człowiek halloween nie obchodził,ale tutaj co nie którzy dekorują domy z okazji tego święta, a dla mnie jest to kolejny powód żeby nadać mieszkanku naszemu nową tematykę :) 
W halloween,święta i Wielkanoc lubię mieć dom udekorowany ozdobami związanymi z danym świętem, zawsze jest tak wtedy przytulniej i zawsze to coś nowego się w domu dzieje dla dzieciaków :D 
Nie widać wszystkiego na zdjęciu ale kupiłam: sztuczną pajęczą sieć, gumowego węża, zestaw gumowych szczurów, 4 girlandy,miskę na cukierki i dla nas i ewentualnie dla straszydeł pukających do drzwi oraz 3 lampki ledowe w kształcie dyni.
Chciałabym kupić też jakąś bardziej hardcore'ową ozdobę typu ruszający się żywy trup czy śpiewający szkielet lub nawiedzoną lalę lub czarnego kota z podświetlanymi oczami,ale dzieciaki są jeszcze za małe na takie cudeńka, a nie chcę żeby bały się tego święta :P
Może jak skończą 7 lub 8 lat,haha :)

Do następnego razu moi mili złoci! 

poniedziałek, sierpnia 29, 2016

Comeback po 8 miesiącach

Hej kochani! :)

Tęskniliście za mną i moimi mongolskimi postami?
Mam nadzieję że chociaż kilku z Was jeszcze zostało,heh.
Jak nie to będę musiała po prostu pisać dla siebie :p 

No tak długiej przerwy to ja sobie chyba nigdy na tym blogu nie robiłam, ale powiem Wam że potrzebna mi była ta przerwa.
Nie sądzę żebym była w stanie ta bardzo na bieżąco pisać posty bo szczerze mój kochany syn pierworodny nadal jest strasznym dupotrujcą i nawet w tej chwili stoi nade mną abym odeszła od komputera i się nim zajęła, pomimo że sam chodzić już umie i zająć się sobą też jest w stanie,no ale niestety, jak widać mam kiepskiego szefa który nawet przerw moich nie akceptuje ;)
Trzeba przyznać po prostu że blogowanie nie sprawia takiej przyjemności kiedy nie ma się do tego warunków, ale postaram się chociaż z dwa razy w miesiącu dodać jakiegoś pościaka zaczynając od teraz :)

A więc co ciekawego przez te 8 miesięcy wydarzyło się u mnie?
Atmosfera w domu się poprawiła i z mężem nie mam tylu zgrzytów jak kiedyś, czasem coś jeszcze człowiek do siebie odszczeknie ale nie jest to nic w stylu 'ciche dni na 3 doby'.
Ze spaniem? No cóż, nadal marzę o całej przespanej nocy czy też nawet o jedno razowym przebudzeniu.
Niestety jeżeli mały nie obudzi się chociaż z 3 razy (przeważnie częściej no i nie zapominając o kilku godzinnym pod rząd niespaniu) przez jedną noc to jest to nocka dla niego stracona.
Myślałam o prawie jazdy czy pracy ale szczerze są to rzeczy z którymi będę musiała jeszcze poczekać aż mały podrośnie bo na dzień dzisiejszy nie byłoby to sensu.
Latem nie miałam nikogo do opieki nad dzieciakami a mąż robił cały czas nadgodziny, plus moja bezsenność nie były dobrą mieszanką, tak więc są to rzeczy które zostawiam na kolejne lata.

Waga? No nie schudłam szalenie dużo, z 73kg czy tam 74kg schudłam do 70kg.
Na siłownię przestałam chodzić bo nie opłacało się latem i zaczęłam ćwiczyć z Chodakowską oraz kilkoma innymi trenerami z YT. 
Staram się ćwiczyć co drugi dzień, ale tak jak na przykład teraz robię sobie przerwę,heh.
Nie schudłam tyle co bym chciała,ale zaakceptowałam fakt że nie mam bóg wie ile czasu dla siebie i po prostu powolutku muszę zmierzać ku moim celom.
Starałam się wszystko przyśpieszyć żeby być na topie jak reszta dziewczyn w moim wieku,no ale przy dwójce absorbujących małych dzieciaków no i  ze wszystkimi domowymi pracami spadającymi na mnie nie  nie było to takie łatwe.
Goniąc za tym ideałem dzisiejszej kobiety też nie czułam się dobrze tak więc cieszę się że zwolniłam tempo bo psychicznie czuję się lepiej i szczerze to nawet nie czuję do siebie takiego żalu że nie schudłam czy też że nie zaczęłam robić prawka lub jakieś robótki na lato.

Jeszcze do tego wszystkiego dojdę, na szczęście w Szwecji taka osoba jak ja nie jest jeszcze na straconej pozycji.
Dam małemu czas na to żeby podrósł, powinien się zrobić bardziej życiowy po ukończeniu 2 lat.
Teraz jak tak sobie przypominam ten czas pomiędzy 1 a 2 rokiem życia Niny był dla mnie najgorszym okresem w jej dorastaniu, a po tym jak skończyła 2 latka wszystko zaczęło iść z górki, nie wiem czemu spodziewałam się że z Maxem będzie łatwiej,heh.

Zdecydowałam się też na ścięcie moich długich włosów co ogólnie chciałam uczynić po większym zrzuceniu wagi,no ale szczerze mówiąc krótkie włoski nawet mi odchudzają twarz :)
Myślę o ponownej wycieczce do fryzjera bo już za bardzo mi odrosły a fryzjerka też nie miała na tyle jaj żeby jeszcze bardziej mi je skrócić :p 


A co do moich kolekcji i innych zainteresowań?

Moja kolekcja pinsów się troche powiększyła :)
Głównie ta Pokemonowa jak i zaczęłam na nowo zbierać pinsy z Króla Lwa <3


Wciągnęłam się bardziej w scrapbookowanie :)
Nareszcie ukończyłam album ze zdjęciami Niny z jej okresu niemowlęcego jak i mam album świąteczny, oraz mniejszy albumik na ciekawsze dni typu pierwszy dzień predszkola,urodziny,itd :3
Za jakiś czas chcę też zrobić album z pierwszego roczku Maxa,ale na razie nie mam na ten album weny :p 

No i od tygodnia opiekuję się trzema roślinkami: muchołówką amerykańska,fikusa tępego, no i grubosza jajowatego.
Może trzymanie roślin w domu nikogo nie dziwi, ale prawda jest tak że ja nigdy nie lubiłam kwiatów czy roślin i jeszcze do zeszłego tygodnia nawet mi przez głowę nie przeszła myśl o posiadaniu  jakiegokolwiek zielska na parapecie, a tu proszę, trzy roślinki za których żywot jestem odpowiedzialna  stoją u nas w sypialni i przyznaję że nawet dodają uroku :p 

W zeszłym tygodniu zaczął się nowy rok szkolny w Szwecji i od zeszłego wtorku Nina zaczęła drugi rok w przedszkolu :)
Prosto z grubej rury dzieciaki miały po 5 godzin zajęć na dzień i bez żadnego większego przedstawiania się nowych pedagogów.
Szczerze to już bardziej na lajcie w liceum bylo :p
Nina co prawda w miarę odważnie zniosła pierwszy tydzień i jutro drugi tydzień zaczynamy.
Najgorsze jest to że z niej jest straszny śpioch i ciężko jest ją o tej ósmej obudzić gdy zajęcia zaczynają się o dziewiątej,hmm :/



To by było na tyle moi drodzy :3

Strasznie długi post no ale musiał być napisany :p 
Tematyka bloga nadal będzie mieszana.
Nadal czasem coś skrobnę o macierzyństwie, o moich kolekcjach, ogólnie o pasji do animacji no i mojej codzienności,przemyśleniach.

Jeszcze we wrześniu powinnam napisać z dwa posty.
Jakby nie było wychodzi 17'' lalka Bella od  Disney Store, tak więc możecie się nawet spodziewać lalkowego posta pod koniec przyszłego miecha ;)

wtorek, stycznia 12, 2016

Noworoczne postanowienia/prawda o 2015

Hejka kochani, co tam u was?
Dawno nie pisałam, chciałam w miarę odpocząć od komputera i szczerze podczas świąt nie spędziłam prawie nic przy komputerze (w same święta w ogóle dałam sobie spokój z internetem).
Mamy 2016 rok, jest to mój pierwszy post w tym roku no i oczywiście tak jak większość ludzi mam kilka postanowień które w tym roku mam nadzieję się spełnią.
  1. Wrócić w lutym na siłownię i schudnąć kolejne 10 kilo w tym roku (póki jest co prawda ciemno ne ma mowy że będę gdzieś sama wychodziła, a treningi grupowe na które zawsze chodzę są po 17 godzinie a to jeszcze jest noc. Od nowego roku było 15 zgłoszeń gwałtów w moim miasteczku tak więc nie dziękuję za wieczorne wypady, tym bardziej że moja okolica bezpieczna nie jest...)
  2. Zmienić coś w sobie, tak właściwie to już to zrobiłam w zeszłą środę, zrobiłam sobie czerwone ombre, a od prawie dwóch lat nic z wyglądem nie kombinowałam. No i tęskniłam za nie naturalnym kolorem włosów xD
  3. Spróbować znaleźć pracę w zabawkowym sklepie chociaż na weekendy latem/jesienią gdy mały będzie starszy.
  4. Zacząć bardziej dbać o siebie a nie wydawać prawie wszystko na kolekcje (uwielbiam moje gadżety disneyowskie, ale prawda jest taka że przydałoby mi się wyskoczyć do kosmetyczki na wyregulowani brwi czy małe spa)
  5. Mniej się stresować/denerwować .
  6. Więcej czasu tez poświęcać na bloga.
  7. Zrobić wreszcie prawo jazdy latem.
  8. Wygospodarować więcej czasu dla mnie i M.  
  9. Zacząć powoli dokańczać Sailor Moon Crystal.
  10. Wpierdzielać mniej słodkiego
Zawsze równie ciekawe jest to ile z tych postanowień się ziści. :P
2015 był mieszanką wspaniałego roku ze względu na narodziny Maxa no i tragicznego ze względu ze zgrzytów pomiędzy mną a M. 
2016 jest jednak już moim rokiem i chcę doprowadzić się do dawnej formy fizycznej i psychicznej.
To będzie pierwszy rok od 2013 kiedy można powiedzieć moje ciało należy do mnie (2013 byłam w ciąży z Niną i po 11 miesiącach zaszłam znowu tak więc kawałeczki 2013,2014 i 2015 spędziłam z brzuchem,jak typowy inkubator,heh...) a nie do dzieci, no i pod koniec tego roku mały powinien już być na tyle samodzielny co Nina a to mi dużo da, bo szczerze mówiąc mam powoli dość niemowlaków i nie mam zamiaru takimi maluchami się zajmować przez najbliższe 20 lub 30 lat gdy nadejdzie już czas na wnuczęta.
No i muszę naprawdę zacząć bardziej zacząć dbać o siebie niż gadżety, jestem co prawda na dobrej drodze  :)
Nic na blogu wcześniej nie pisałam, ale szczerze 2015 był rokiem gdy czułam się jak przeżuta guma do żucia już bez własnego poczucia wartości.
Zaczęłam już mechanicznie zajmować się tylko dzieciakami, obiadami,czasem zaglądając na FB i pisząc coś na blogu i rozpakowując kolejne lalki,pinsy,figurki które pomimo że są piękne to dają krótkotrwałe szczęście, nie to co poczucie własnej wartości. 
Stałam się zwykłą matką polką  (czego bardzo starałam się uniknąć ale się poddałam po urodzeniu małego), chodzącą w jednej bluzce prawie cały tydzień i nie mającą siły nawet na ogolenie nóg po całym dniu spacerków, zabawy lego czy play doh, robieniu obiadków,karmieniu i zmienianiu pieluch....
Niby to takie nic ale najgorzej gdy rodzina mówi ci a po co masz mieć czas dla siebie skoro masz dzieciaki?
Po części stało się tak przez moją mamę według której kobieta z dzieckiem już powinna tylko kwoczyć w domu,ewentualnie chodzić do pracy.
Gdy w grudniu z M. poszliśmy do kina na nowe Star Wars, mama moja miała pretensje że idziemy się zabawić, pomimo że w 2015 mieliśmy 7 takich wyskoków (kina i restauracje) z mężem, a to ogólnie mało z faktem że w Szwecji przynajmniej normalką jest to że młode małżeństwa nie odrzucają wszystkich przyjemności w kąt.
Taki podział że M. tylko siedzi w pracy a ja w domu z dziećmi praktycznie bez czasu dla nas nadszarpał trochę nasz związek, ale pod koniec zeszłego roku zaczęliśmy nad nim pracować i wszystko idzie w dobrym kierunku.
Moja rodzina nadal co prawda wiesza na mnie psy i co raz ciężej będzie i M. i mi mieć czas dla siebie bo na moją matkę liczyć nie mogę.
Oczywiście że to my mamy zajmować się dziećmi, ale raz na 3 lub 4 miesiące chciałby człowiek
wyjść spokojnie do kina i chociaż raz w miesiącu do restauracji bez wysłuchiwania że po co nam to...
Znajomych nie mam,gdyż wszyscy moi znajomi albo zostali w Angelholmie, albo ci starzy  sami się wyprowadzili lub nie mają dzieci i nie chcą utrzymywać kontaktów gdyż znajomi z dziećmi są przecież nudni...
Jedyny kontakt z dorosłymi jaki utrzymuję to mąż, rodzice, sklepikarka w warzywniaku i personel przedszkola.
Tak, problemy pierwszego świata, ale szczerze mało kto dał by radę siedzieć tylko z dzieciakami w domu bez większych kontaktów z innymi dorosłymi, wysłuchując teksty typu 'idziemy tylko do sklepu, po co ci ten makijaż', czy też wzdychanie na myśl że chcemy z mężem spędzić czas bez dzieciaków i że na maks 3 lub 4 godziny (rzadko na tak długo,przeważnie do 2,5h nas nie ma najdłużej) potrzebujemy opieki do dzieciaków.
Wszystko to się w człowieku kumuluje, widzi w sobie cień starej siebie, i tak pewne fundamenty własnej osobowości rozpadają się...

Sami z resztą wyczuliście ostatnio że gadam jak stara baba w poście o moich dawnych rysunkach, i szczerze wasze komentarze pomogły mi przejrzeć na oczy  że nie muszę być tą matką polką i wasze teksty dodały mi dodatkowych sił do walki o mnie samą za co wam dziękuję.
 Bo prawda jest taka że jednak człowiek nie będzie czuł się wartościowo tylko dzięki super gadżetom czy nawet miłości do rodziny jeżeli  czujemy się jak typowy przynieś,podaj,pozamiataj.

Najlepsze jest to że obcy czytający bloga musieli mi to uświadomić a nie własna rodzina. :P
W tym roku chcę  wrócić do kolorowej i radosnej mnie dla siebie samej i dla dzieciaków (bo z dzieciństwa wiem jak zaniedbana mama poświęcająca się tylko dziecku umie się zaniedbać, mówię tu o mojej  mamie która zawsze wszystko dla mnie robiła, lecz sama o sobie nie myślała, co ją teraz doprowadziło do lekkiej nędzy psychicznej) i wszystkie negatywne komentarze od rodziny będę wpuszczała jednym uchem a drugim od razu wypuszczała.
Wylałam z siebie trochę żalów i mi z tym lepiej.

Dziękuję wam kochani że ze mną jesteście :)


sobota, grudnia 19, 2015

Maseczki z Disney Store JP

Hej wam!
Nie jestem typem blogerki kosmetycznej gdyż takie blogi generalnie mnie nudzą i nie jestem ekspertką od makijażu czy kosmetologii.
Chcę się jednak z wami podzielić moimi przemyśleniami dotyczącymi japońskich maseczek z Disney Store.
 Dostałam je w takim uroczym opakowanku z Chipem i Dalem :3
Japończycy nazywają je Point Pads czyli nie są to może dosłownie maseczki a bardziej takie odświeżająco nakładki (co prawda znalazłam je na Ebayu po wpisaniu kluczowego słowa disney japan i w opisie produkty były jako mask).
Można je kupić z różnymi postaciami nawet z Elsą, ale ja wybrałam Roszpunkę bo po prostu lubię jej japońskie arty :) 
Nie żebym rozumiała nie wiadomo jak japoński (a rozumiem nada) ale zgaduję że na twarzy mają leżeć 5 do 10 minut i tak też je trzymałam.
Na zdjęciu poniżej  mam tylko po jednej nakładce per policzek, ale na obrazkach z tyłu opakowania narysowane było że można mieć ich po kilka na raz, i ja dołożyłam sobie jeszcze 3, jedną na czoło i dwie dodatkowe na policzki, inaczej to bez sensu było by to domowe spa :P
Oto jak duże są te nakładki.

Jaki efekt przyniosły te nakładki?
Odświeżyły mi trochę twarz, zgadza się, ale tylko na jakieś pół godziny.
Pozostawiają po sobie slem który jest ciężki do zmycia, ale zejść schodzi tylko trzeba trochę mordkę poszorować.
Tak właściwie to jedynym długotrwałym efektem tych pseudo maseczek jest to że buzia pachnie brzoskwinią x3
Z drugiej strony jest zima i mróz a moja cera jest ekstremalnie sucha o tej porze roku i tylko normalne maseczki mogą mi pomóc,heh.:)
Tak więc podsumowując, jeżeli DS chce się zdać pozytywnie na rynku kosmetycznym muszą zacząć produkować porządniejsze kosmetyki. :P
Dla ciekawych daję link na Ebayu do tych nakładek:Point Padsy

To byłoby tyle moi drodzy, ja spadam.
Dziś wreszcie będę miała z meżem parę godzin dla nas bez dzieciaków bo idziemy na nowe Star Warsy! :D 
Bilety czekają już od dwóch miesięcy na odebranie i nie mogę się doczekać <3
Co prawda znam wszystkie spoilery ale szczerze mówiąc to ja lubię spoilery.

Miłego weekendu kochani!

wtorek, grudnia 15, 2015

Nowa obudowa na telefon z Ariel

Hejka!
Od miesiąca mam nowy telefon. Tak jak za każdym razem gdy zmieniam telefon muszę mieć także obudowę na niego ponieważ nie chcę żeby się za szybko zniszczył no i lubię obudowy ze względów estetycznych.
Do telefonu zamówiłam sobie pierwszą obudowę wpierw z Ebaya.
Szczerze przysknerowałam trochę bo kupiłam wodną obudowę z Kopciuszkiem za 96kr z wysyłką z Hong Kongu.
Z jednej strony dobrze wiem że kupując coś za grosze na Ebayu, coś co na dodatek idzie z HK będzie na stówę podróbką, ale nie posłuchałam się tym razem głosu rozsądku tylko przemówiła do mnie niska cena (przeważnie jednak wolę zapłacić więcej i wiedzieć że mam oryginał).
Gdy obudowa przyszła okazało się że nie ma napisu Disney ani na samej obudowie, ani na opakowaniu.
Przez miesiąc telefon raczyłam 2 razy upuścić no i 2 razy zdarzyło się że Nina dała radę go dosięgnąć z łóżkowej półki co skończyło się dwoma upadkami gdyż młoda chciała mi albo go podać albo po prostu była zbyt mało delikatna.
Przez te upadki obudowa nabawiła się kilku pęknięć w kontach, ale na szczęście nic groźnego (strasznie bałam się że woda z obudowy zaleje telefon).

Bardzo źle przemyślany zakup, ale już nie muszę obawiać się o przyszłość telefonu ponieważ wczoraj doszła do mnie nowa obudowa, tym razem normalnie legalnie kupiona z Disney Store.
Zwykła pospolita obudowa, na dodatek z miękkim plastikiem dzięki czemu nie pęknie a telefon ma lepszą ochronę.
Zdecydowałam się też na motyw z Ariel bo szczerze nigdy nie miałam jej na moich obudowach, a była ona kiedyś moją ulubioną księżniczką Disneya.
Na dodatek miałam 30% zniżki przez co zapłaciłam trochę mniej i jestem super zadowolona z zakupu <3
Obudowa jest ogólnie japońska.
W Disney Store pojawił się dział który nazywa się D/Style w którym można znaleźć same japońskie Disneyowskie produkty głównie dla dorosłych kobiet.
Mam nadzieję że za jakiś czas dadzą o wiele więcej produktów japońskich bo bądźmy szczerzy, wiele rzeczy w DS JP jest o wiele fajniejszych niż w europejskim czy amerykańskim DSie ;)
Dla zainteresowanych: D/Style

piątek, grudnia 11, 2015

Lunch z Simbą :3

Dwa tygodnie temu zasiliłam moją 'kolekcję' kubków o model z Simbą od Disney Store.
Jestem szczęśliwa że kupiłam go wystarczająco szybko, bo sprawdzając szwedzkiego DSa  teraz nie mają go już na stanie.
Oto i moja majnowsza zdobycz:





Wszystkie rysunki pochodzą z artów produkcyjnych,
W jednym miejscu są nawet daty i info dotyczące jednego z model sheetów (nie znam polskiej nazwy, ale model sheets po angielsku nazywają się rysunki które pomagają animatorom trzymać się wyglądu danej postaci)
.
A oto mój skromny lunch dzisiaj xP
Sok, sandwich i jogurt, miała być owsianka, ale z faktem że Nina ucięła sobie drzemkę a mi głód do pupy zagląda postanowiłam robić sobie jedzenie, a najwyżej potem jeszcze z nią zjem.

Młoda przeważnie nie ucina sobie drzemek w ciągu dnia, ale od wczoraj ma gorączkę i musi wypoczywać.
Jeszcze zostały jej dwa dni przedszkola i mamy labę, łuhuu! ;D

Życzę Wam kochani udanego weekendu C: 

środa, grudnia 09, 2015

Pokemonowe Pinsy

Chyba nigdy na blogu nie wspominałam o tym że zbieram pinsy z pokemonami?
Oto i mój mały ale za to cieszący oczy zbiór:

Szczerze to ja nie oglądam serialu, w gry też od dawna nie grałam (chociaż mam ochotę czasem kupić na nowo Nintendo DSa, grę i pograć xP
Nawet nie wiem jak te wszystkie nowe pokemony się nazywają (startery co prawda znam).
Ale pokemonowe pinsy są na tyle słodkie że chwyciły mnie za serce i tak zaczęłam je latem zbierać, głównie same Pikachu x3
Pikachu Boston 2015 i pin świąteczny z Pikachu i Eeveem na 2015 roku są najnowszymi dodatkami do kolekcji.
To co mnie też tak przyciągnęło do tych pinsów to fakt że są o połowę tańsze od tych disneyowskich.
Najdroższy pin kosztuje max 50$ a to mało w porównaniu do cen pinsów Disneyowskich.
Przez te kilka miesięcy zauważyłam że pokepinsy zaczynają być co raz bardziej popularne pośród kolekcjonerów pokemonów którzy przeważnie zbierają pluszaki i karty, nawet Pokemon Center zaczęło częściej wydawać pinsy na halloween, święta itd. tak jak to Disney robi, a jakościowo są takie same <3
Produkty od PC ogólnie wydają się być fajne i myślę też kupić jakiś kubek czy kocyk przez Ebaya bo niestety samo PC nie wysyła po za Japonię czy USA. :( 

Mam w ogóle czytelników którzy są fanami poków? :)

wtorek, grudnia 08, 2015

Dentysta

No i po dentyście.
Wizytę kontrolną miałam i dostałam czas na usuwanie kamienia na styczeń i jedną dziurę mam do roboty na luty.
Zaniedbałam zęby tym razem, ale przy Maxie wszystko bardziej na stresie robię gdyż on jest bardziej płaczliwy, a ja nie znoszę gdy niemowlę płacze, od razu muszę się nim wtedy zająć, a mąż nie daje rady go uspokoić tak więc w rezultacie poranna i wieczorna higiena jamy ustnej odbywa się bardzo szybko, za szybko :P
Nigdy chyba nie miałam problemu z kamieniem na zębach, mąż mówi że to strasznie boli a znieczulenia nie dają, a ja nie daję sobie NIGDY czegokolwiek robić przy zębach bez znieczulenia,szczerze to zaczynam się bać....

 Czekając na moją kolej zauważyłam że nie deleko mnie siedziała jeszcze kobitka z synem.
Nie byłoby to niczym nadzwyczajnym gdyby nie to że i ona i chłopak byli polakami.
Dzieciak się bawił a mama gadała przez telefon o kuchni xD
Gadała przez komórkę dość cicho, może kapnęła się że jestem polką?
Szczerze łatwo jest poznać swoich po urodzie, jakoś tak instynktownie.
Nie raz jak jesteśmy w sklepie toja lub mąż mówimy sobie żeby być akurat cicho bo Polacy są, i  przeważnie ma się rację 
Jak nie po urodzie to po ciuchach faceta da się poznać, bo jednak polscy mężczyźni niechlujnie się ubierają w porównaniu do szwedów, w to wliczam mega kochanego męża,haha :p
M. co prawda na wyjścia zakłada jeansy a dresy trzyma na domowe przesiadywanie, ale kupowanie nowych bluzek co 5 lat gdy zaczynają łapać dziury to lekka przesada, tak przynajmniej uważam ja, moja matka, i jego siostra, ale my jesteśmy może modnisiami, nie wiem. xD

Życzę Wam przyjemnego wtorkowego wieczoru :)

Po Mikołajkach

Hejsan!
Jak Wam minęły mikołajki?
U nas fajnie. 
Z samego rana podłożyłam Ninie worek z prezentem tak aby mogła go otworzyć od razu po przebudzeniu.
Młoda przeważnie wstaje strasznie naburmuszona, ale tym razem paczka zainteresowała ją i wzięła się za wyjmowanie prezentu z worka i za otwieranie go.
Jakość zdjęcia fatalna bo robione telefonem przy jeszcze zasłoniętych żaluzjach,heh.

Na mikołajki nie miałam pomysłu co im kupić tak więc wcześniej składając zamówienie w Disney Store wzięłam zimowe pluszaki Minnie i Mickey bo akurat były w promocji xD
Mały tam się trochę Mickeym pobawił ale, pluszak i tak szybko został przejęty przez Ninę, a mały nawet nie protestował.
Spodziewałam się nawet że tak się skończy.
Po śniadaniu pojechaliśmy do moich rodziców co skończyło się na cało dniowym pobycie u nich.
Tam mały dostał już bardziej pasującą zabawkę na jego wiek z której był bardziej zadowolony i Ninie absolutnie nie można było jej zabierać bo kończyło się to płaczem ze strony malca.
Nina dostała coś  nad czym od dawna myślałam żeby jej kupić, ale jakoś wybierając prezenty mikołajkowe nie przyszło mi to do głowy, tablicę do rysowania. :)

Dzień uważam że został miło zaliczony :)

A dzisiaj w planach mam wizytę kontrolną u dentysty na 16:30.
Mąż będzie musiał mnie podwieźć  mimo że klinika leży 8 minut drogi stąd, ale szczerze o takich porach nie jest zbyt bezpiecznie chodzić po naszej okolicy ze względu na agresywnych uchodźców i narkomanów.
Z tego względu na kilka miesięcy aż do lutego zamroziłam moje członkostwo na siłowni która leży w tym samym miejscu co dentysta, strach po prostu wychodzić o zmierzchu.
Szwecja stała się naprawdę smutnym krajem....

Jak wam minęły mikołajki? Co dostaliście? :3


piątek, grudnia 04, 2015

Co gryzie moją Ninę?

W ostatnich dwóch tygodniach moja córa dostała strasznej awersji do przedszkola.
Rano jest ją ciężko wyprawić, nie chce jeść śniadania (we wtorek posłałam ją praktycznie na pusty żołądek), nie chce się czesać,myć zębów i jesteśmy ciągle spóźnione, no i płacze po drodze do przedszkola.
Z tego co przedszkolanki mówiły to Nina często płacze i wzywa tatę.
Drapiemy się po głowach i zastanawiamy o co chodzi?
Czy jest jakiś problem u nas w domu? Czy też chodzi o barierę językową i fakt że Nina nie rozumie co do niej mówią?
Młoda nie lubi posiłków oraz zebrań.
Zabawa typu malowanie, bawienie plasteliną, przebywanie na dworze czy też tańce ją natomiast cieszą.
Najdziwniejsze jest to że wszystko było ok wcześniej, zawsze trochę płakała gdy ją zostawiałam i płakała ze szczęścia że po nią przychodzę, ale teraz zachowuje się tak jakby dopiero co zaczęła chodzić do przedszkola.
Jakaś faza rozwojowa czy jak?
Szczerze to serce mnie boli gdy widzę jaka ona jest tam nie szczęśliwa i się aż zastanawiam czy nie za wcześnie ją posłałam :(
Poniedziałki, piątki i weekendy mamy wolne, no i Nina jest o wiele grzeczniejsza dzisiaj (po przedszkolu jest strasznie pyskata i nie chce jeść), widać że jest mniej zestresowana.
Przedszkolanki myslą nad przedłużeniem jej tygodnia od 3 dni do całych 5 dni, ale szczerze czy to pomoże dziecku które już nie znosi przedszkola, i nie rozumie dlaczego tam musi chodzić?
Zrozumiałabym że to byłoby dobrym wyjściem dla starszego dziecka, ale dla dwulatki to dodatkowe nerwy tylko będą, tak myślę.
Ninka wczoraj w drodze do domu, od razu uśmieszek na pyszczku i widać że chciała po prostu jak najszybciej do domu i fotka była dla niej nie na miejscu xD 
Naszczęście od 18 grudnia mamy wolne aż do 11 stycznia ze względu na ferie świąteczne.
Obydwie trochę odpoczniemy <3